Sigma 35/1.2 II Art DG (Sony FE)... (czy może Viltrox? :-P )

Sigma 35/1.2 II Art DG (Sony FE) recenzja obiektywu + porównanie

 
 
31.03.2026r.
Materiał promocyjny (choć jak zawsze staram się oceniać sprzęt foto obiektywnie). 
 
 
SIGMA 35/1.2 DG w wersji II - to dzisiejszy bohater mojej recenzji. Ale nie tylko. Często pytaliście - jak on ma się do konkurencyjnego Viltroxa (i odwrotnie)? Postaram się chociaż pokrótce odpowiedzieć również na to pytanie, ale to w ramach uzupełnienia.
 


Skupmy się jednak na bohaterze tego tekstu, czyli nowej Sigmie. Pierwszej wersji Sigmy 35/1.2 chyba oficjalnie nie recenzowałem, ale nie ukrywam, że jakoś specjalnie nie przypadła mi ona do gustu przede wszystkim ze względu na swoje rozmiary i wagę, a także miałem trochę uwag z tego co pamiętam (a raczej dobrze pamiętam) do jej pracy pod słońce, bo generowała dość mocne flary. Przypomnę, że pierwszy model ważył prawie 1100g i miał średnicę filtrów 82mm. Prawdzicy "kloc" :) Tutaj mamy do czynienia z obiektywem mniejszym (krótszym) o 20%, o 30% lżejszym (ok. 750g wagi, 72mm filtry), z lepszą optyką i silnikiem AF HLA.

Nie będzie to też taki typowy test, skupię się głównie na walorach użytkowych i pracy nim w "terenie" (wykonałem nim kilka sesji) oraz jak już wyżej wspomniałem, porównam bardzo pobieżnie z Viltroxem 35/1.2 LAB (którego recenzji też możecie się niebawem spodziewać).
 


W końcu Sigma 35/1.2 jest naprawdę poręczna i nie waży przesadnie dużo. Choć 750g to też niemało, to jednak gabaryty obiektywu sprawiają, że wydaje się bardziej kompaktowa, niż jest w rzeczywistości. Dobrze jest wyważona na aparacie i można spokojnie biegać z nią na reportażu bez obaw o nadgarstki. Ma też zauważalnie szybszy napęd AF HLA niż poprzednik, a także wersja 35/1.4 DG DN (również pierwsza, bo właśnie pojawiła się druga wersja obiektywu o świetle f/1.4, ale to już opowieść na kolejną bajkę). Skoro już wspominamy wersję f/1.4 to pewnie zadawać sobie będziecie pytanie, czy warto dopłacać do f/1.2? Na to właśnie pytanie nie ma idealnej odpowiedzi, bo te dylematy są również przy innych obiektywach (np. 50mm) jak i obiektywach konkurencji. Śmiało można stwierdzić, ze obiektywy f/1.4 w zupełności wystarczą w większości zastosowaniach, ale jeśli ktoś jednak ma zasobniejszy portfel, chce poczuć odrobinę więcej "magii" na swoich zdjęciach, którą da mu obiektyw o świetle 1.2 względem 1.4, to wtedy tak, warto ! Ja przyznam uczciwie w tej chwili nie używam ogniskowej 35 tylko głównie 50, i właśnie Sigmę w wersji 1.2 posiadam, bo uważam, że jest warta dopłaty, nie tylko ze względu na światło (w stosunku do wersji Sigmy 50/1.4). Gdy jednak wrócę do tandemu 35+50 na pewno 35/1.2 II będzie moim pierwszym wyborem. Zrobiłem nią naprawdę sporo zdjęć podczas różnych reportaży (część z nich zobaczycie jako ilustrację tego tekstu) i w mojej ocenie mają one to "coś" co już trochę zanikłoby, gdybym robił je wersją 1.4. No ale do rzeczy.
 
 
 

Optyka w 35/1.2 II jest cudowna. Obiektyw jest super ostry na środku kadru i zadowalająco ostry na brzegu kadru. Mówię tu o rozdzielczości matrycy 42Mpx. Na matrycach 24 i 33 Mpx zarówno środek jak i brzeg są "żyletą" już od pełnej dziury. Dodam, że do tego dochodzi świetny mikrokontrast, kolorystyka i coś, co trudno tak naprawdę opisać słowami. No po prostu czujesz, że masz w ręku topowy obiektyw. No dobrze, ale wspomniałem też o Viltroxie, i należałoby też tutaj jakość odnieść się do tego , co napisałem o Sigmie. Viltrox jest, choć zacznę może od podsumowania, bardzo dobrym obiektywem. Nie jest tak wybitny, jak Sigma, bo moim zdaniem w wielu kluczowych aspektach jej ustępuje, ale nie jest to różnica duża. Dają w praktyce identyczną transmisję światła, są porównywalne gabarytowo (choć Viltrox jest trochę większy, ma średnicę filtrów 77mm i wagę powyżej 900g a to już czuć) i optycznie są naprawdę blisko. Przy porównywaniu detali na powiększeniu 100% okazuje się, że Sigma jest jednak trochę ostrzejsza, zarówno w środku jak i na brzegach kadru, ma nieco bardziej naturalną kolorystykę i bardziej kremowy bokeh. Ma też zauważalnie szybszy i trochę pewniejszy napęd AF w porównaniu do Viltroxa, któemu udało się kilka razy lekko zastanowić przed ustawieniem poprawnej ostrości. Przewagą Viltroxa jest zaś, co naturalne sporo niższa cena, troszkę mniejsza winieta oraz, jeśli ktoś uzna to za zaletę - wyświetlacz LCD, który pokazuje nam podstawowe bieżące parametry obiektywu. Dla mnie to akurat zbędny gadżet, na dodatek wyświetlacz tutaj znów jest "wypukły" a nie delikatnie schowany w obudowie, jak np. w 135 LAB.
 
 
Ostrość Viltrox vs Sigma - środek kadru. Link do zdjęcia oryginalnego. 
 
 
 
Ostrość Viltrox vs Sigma brzeg kadru. Link do zdjęcia oryginalnego.
 
 
 
Różnice w rozmyciu tła Viltrox vs Sigma
 
 


W każdym razie powyższy akapit w skrócie opisuje moje wrażenia jeśli chodzi o różnice między obiektywem Sigma 35/1.2 II i Viltrox 35/1.2. Dalej skupię się już tylko na japońskim produkcie.

Jak już wspomniałem wyżej, Sigma ma bardzo dobrą ostrość już od przysłony 1.2 i co ważniejsze, koresponduje to już ze świetnym kontrastem, co finalnie daje naprawdę miłe dla oka efekty. Zdjęcia są plastyczne, kontrastowe i przyjemne kolorystycznie. Nie ma też praktycznie żadnych zniekształceń - dystorsja jest na minimalnym poziomie, w odróżnieniu od pierwszej wersji, gdzie mieliśmy do czynienia z widoczną beczką, co w przypadku ogniskowej 35mm w takich gabarytach wyglądało dość średnio. Sigmie, mimo zmniejszenia gabarytów optyki udało się też zmniejszyć poziom winietowania ("jedynka" winietowała okrutnie), więc tutaj też słowa pochwały w kierunku inżynierów. Zdecydowaną poprawę odnotowujemy też przy pracy pod słońce, bo jak już wspominałem poprzednik radził sobie z tym raczej przeciętnie.
 
 


Napęd AF to zauważalna poprawa względem poprzednika, a także wersji 35/1.4 DG DN, niemniej jednak trzeba zauważyć, że Sony w swoich topowych szkłach implementuje jeszcze szybsze napędy. Tak czy siak, prędkość AF należy już uznać za wystarczającą do reportażu. Oczywiście obiektyw wyposażony jest też w pierścień przysłon z blokadą i funkcją de-click, dwoma przyciskami programowalnymi, co przekłada się na jego wzorową wręcz ergonomię. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze ukrytego gdzieś portu USB-C do aktualizacji (jak w Viltroxie czy nowych Tamronach i Samyangach).
 
 
 


Podsumowując, Sigma wreszcie podąża dobrą ścieżką, projektując obiektywy topowe optycznie, ale nie zabijające wagą i gabarytami, w umiarkowanej, przystępnej cenie. Ta bowiem została skalkulowana w przypadku modelu 35/1.2 II DG na ok. 6400 zł w Polsce, nie licząc oczywiście promocji, które mogą się pojawić. Obiektyw jest objęty programem gwarancji 2+1 (lub w okresach promocyjnych na 2+3) i naturalnie produkowany jest wyłącznie w japońskiej fabryce, co daje oczywiście poczucie prestiżu i dbałości o kontrolę jakości.
 
 


Jak już wspomniałem, obiektywem wykonałem sporo zdjęć, niektóre z nich możecie obejrzeć w tej recenzji a samo szkiełko oczywiście rekomenduję z czystym sumieniem. Pozostawiam Was więc z galerią do obejrzenia, bez typowego podsumowania z listą wad i zalet, gdyż wynikają one ze wszystkiego, co opisałem powyżej. Zresztą, w przypadku ewentualnych wad chyba nie mógłbym się do niczego przyczepić. No może do tego, żeby cena była trochę niższa (przypomnę, Viltrox to poziom ok 4000 zł, Sigma nieco ponad 50% więcej, co może dla niektórych robić różnicę). Jeśli jednak chcecie mieć obiektyw o tych właśnie parametrach, ale po prostu najlepsze dostępnie obecnie na rynku, z najniższą możliwą wagą i gabarytami jednocześnie, to Sigma jest oczywistym wyborem.
 
 
PS. na zdjęciach macie podane parametry naświetlania (czas i przysłonę), migawka ustawiona była we wszystkich chyba przypadkach w trybie elektronicznym, żeby nie wpływać na jakość bokeh i winietowanie. 


Kuba Cichocki
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Back to top